wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 2


ROCKY'S POV

Siedziałam na kanapie w salonie, przeglądając kolejne albumy ze zdjęciami. Co prawda nigdy nie lubiłam tego całego upamiętniania życia. Mnie wystarczy samo wspomnienie. Jednak niektóre osoby z mojego otoczenia sądzą, że to piękne i mające głęboki sens zajęcie. Jakby tak iść tym tokiem rozumowania to trzeba przyznać im trochę racji. Kto by nie chciał kiedyś usiąść przy kominku z albumem w ręku i opowiadać wnukom przygody z dawnych lat? Mało jest takich osób. Oczywiście to niejedyny argument działający na korzyść upamiętniania chwil. Przecież nie wiemy co wydarzy się w przyszłości. Nikt chyba nie chciałby zapomnieć tych najlepszych chwil ze swojego życia... 
Odłożyłam album rodzinny, który podarowali mi rodzice zanim wyjechałam spełniać marzenia. Wzięłam kolejny z wielkim, ozdobnym napisem "POWERAGE". Otworzyłam go i ujrzałam pierwsze zdjęcie, powiedzmy naszej pierwotnej grupy. Przedstawiało ono mnie, Daisy i Rine. 
- Pamiętasz? - usłyszałam wesoły głos przyjaciółki, która usiadła obok mnie tuż po tym jak zwaliła wszystko inne na podłogę. 
- Tak, pamiętam - odwzajemniłam uśmiech. 
Do Sydney przyjechałam jako szesnastoletnia dziewczyna z wielkimi marzeniami. Zamieszkałam wraz z ciotką, która umożliwiła mi ich spełnienie. Poza nią nie miałam tu nikogo, do czasu kiedy poznałam swoją sąsiadkę - Hannah Tanton, znaną jako Daisy . 

Weszłam do przestronnego garażu, w którym mimo moich myśli nie było żadnego samochodu. Było to duże pomieszczenie, dość przytulne. Ściany pokrywała barwa beżu z różnymi czarnymi aplikacjami. Na jednej ze ścian, tuż nad czerwoną sofą, były powieszone plakaty przeróżnych zespołów. Od tych metalowych do najzwyklejszych gwiazd popu. Jednak największą uwagę przykuwała perkusja. Nie znam się na bębnach, ale patrząc na ten piękny instrument można powiedzieć, że jest z górnej półki. Zawsze chciałam nauczyć się grać na perkusji...
- Witam w moim sanktuarium! Czuj się jak u siebie w domu - odparła uradowana brunetka. 
- Wow tu jest...
- Nie podoba ci się? - zapytała z nutką strachu w głosie. 
Spojrzałam w jej piwne oczy. Wyglądała na bardzo miłą osobę i, co można zauważyć na pierwszy rzut oka, pełną energii. Chyba się zakumplujemy. 
- Nieziemsko. 

Stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami. Byłyśmy praktycznie nierozłączne. Jej garaż był naszym domem, naszą kryjówką przed światem. W krótkim czasie cały mój sprzęt znalazł się właśnie tam, a dodatkowo dziewczyna poprosiła mnie, żebym przyniosła coś od siebie, aby nie był to jej dom, ale nasz. I tak było. Razem przeprowadziłyśmy mały remont i od tamtej pory ten mały garaż stał się naszym miejscem na ziemi. 
Pewnego dnia czekałam na Daisy by udzieliła mi kolejnych lekcji grania na perkusji. Jednak dziewczyna nie zjawiała się, a z każdą kolejną minutą mój niepokój rósł. Byłam tak przejęta, że zasnęłam. 

- Rocky! - usłyszałam ciche nawoływanie, które z czasem stawało się coraz głośniejsze - ROCKY ŚPIOCHU!!!
Poczułam silne uderzenie. Otworzyłam leniwie powieki i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Leżałam na ziemi, a nade mną stała przyjaciółka z głupim wyszczerzem na twarzy. Czy ona mnie zwaliła z sofy? 
- Jesus Daisy, czego chcesz? - jęknęłam, odczuwając ból pleców, ręki i pośladków. Coś czuję, że będę miała spore siniaki. 
- Zakładamy zespół. 
Brunetka oznajmiła mi to tak pewna siebie i tak radosna, że chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, co takiego właściwie powiedziała. Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Zespół? 

W taki oto sposób powstał pomysł stworzenia zespołu. Oczywiście przed nami była długa droga i wcale nie układało nam się wszystko tak jak chciałyśmy. Szukałyśmy długo odpowiednich członków, jednak nikt nas nie przekonywał. Do czasu... 

Skończyłyśmy odgrywać kawałek American Idiot zespołu Green Day, gdy usłyszałyśmy klaskanie. W wejściu stała niewysoka brunetka. Opierała się o ścianę i z uśmiechem nam się przyglądała. Wyglądała całkiem sympatycznie, choć gdyby tu nie stała z opakowaniem do gitary na ramieniu, zapewne pomyślałabym, że jest jakąś modelką. Jej oczy były skośne, co wskazywało na japońskie pochodzenie. 
- Cześć - przywitałyśmy się chórem, co wszystkie nas rozśmieszyło. 
- W czym możemy pomóc? - zapytałam, gdy opanowałam swój śmiech. 
- Słyszałam, że szukacie basistki...

Rina Kang, dziewczyna wyglądająca jak z okładki kolorowego pisemka, była jak anioł dla nas. Nie mówię tu o tym, że była niesamowicie miła czy coś, choć była. Po prostu dzięki niej odzyskałyśmy wiarę, że uda nam się stworzyć zespół, a co ważniejsze spełnić marzenia. Ja, Daisy i Rina to pierwotny stan Powerage. Razem pisałyśmy piosenki, razem grałyśmy i oczywiście razem przesiadywałyśmy w już naszym domu - garażu. Razem też wymyśliłyśmy nazwę zespołu...

- Nie no laski to musi być coś odlotowego, a nie "Zespół Atomowych Małp Ninja" - zaśmiała się Rina, przekonując nas do zmiany nazwy. 
- Z Kosmosu - dodała Daisy, urażona tym, że dziewczyna zapomniała dodać tego równie ważnego członu naszej nazwy. 
- A masz coś lepszego? - zapytałam, śmiejąc się z naburmuszonej przyjaciółki. 
Przez chwilę miałyśmy się nazywać "Trio Brunetek", jednak stwierdziłyśmy, że nie będzie to adekwatne do sytuacji. Mimo, iż jestem naturalną brunetką to aktualnie mam czerwone włosy i szybko się to nie zmieni. Myśląc nad nazwą dla naszego zespołu, bawiłam się pałeczkami naszej perkusistki. Hm... 
- To powinno być coś z powerem - stwierdziła Daisy. 
- I coś dla naszego wieku - dodała Rina. 
- Powerage - szepnęłam. 
- CO? - zapytały dziewczyny. 
- Nic, nic takie tam - odparłam zawstydzona.
- Ale powtórz - nalegała Rina. 
- Powerage - uśmiechnęłam się lekko. 

Stąd właśnie się wzięła nazwa i zaraz po tym powstało to zdjęcie, widniejące na pierwszej stronie albumu. Przewróciłam kartkę, przyglądając się tym razem naszej pierwszej próbie jako Powerage. Daisy uparła się, że będziemy wszystko dokumentować i to ona stworzyła ten album. Może kiedyś jej za to podziękuję.
- Co robicie?
Oderwałam wzrok od zdjęć i przeniosłam go na zaciekawioną Rine. Brunetka stała obok, popijając czekoladowego shake'a. Przewróciłam oczami. I kto tu niby dba o linię? Tłumiąc swój wewnętrzny głos, który domagał się takiego przysmaku, wróciłam do przeglądania zdjęć.
- Wspominamy - odparłam.
- Beze mnie! - krzyknęła, udając oburzenie. - Suń dupsko!
Dziewczyna wtrymoliła się na miejsce obok mnie, przyłączając się do nas. Przewracałam kartki z kolejnymi zdjęciami, śmiejąc się z naszych min, bądź sytuacji, które miały wtedy miejsce. Piękne czasy...
- Dziewczyny! Przecież to było wtedy gdy poznałyśmy naszego rodzynka! - krzyknęła roześmiana Daisy.
- Co ja? - Eddie wszedł do pokoju.
Spojrzał na nas, po czym z uśmiechem podszedł do nas, podniósł Rine i usadził ją na swoich kolanach.
- No foch! A ze mną nie chce się bawić - zrozpaczona Daisy przytuliła się do mnie. Oczywiście jak zwykle udawała rozpacz. Eddie pokazał jej tylko język.
- To co mnie obgadujecie?
Rina wskazała mu zdjęcie.
- Pamiętasz jak...

- Dziewczyny chodźmy zobaczyć kto tak gra - jęczała Daisy - Proszę! 
Spojrzałyśmy na siebie z Riną. Wymieniłyśmy telepatycznie myśli. Jeśli się nie zgodzimy to nas zamęczy na śmierć. Z drugiej strony nie mamy wiele do stracenia, a przecież użeranie się z tym wiecznym dzieckiem a zobaczenie jak ktoś gra na gitarze... Prosty wybór. Wzruszyłam ramionami i pociągnęłam Daisy w stronę tego przedstawienia. Przecisnęłyśmy się przez tłum ludzi i stanęłyśmy przed chłopakiem, który wygrywał już ostatnie dźwięki jakiejś ballady. Piski dziewczyn osiągnęły najwyższe decybele, aż musiałam zakryć uszy by nie ogłuchnąć. Blondyn zebrał pieniądze z pokrowca i schował tam gitarę. Wstał i dziękując, odszedł. 
- Myślicie o tym co ja? - uśmiechnęłam się. 
Pobiegłyśmy za chłopakiem. Największe problemy miała Rina. Zapamiętać: w szpilach się nie biega. 
- Ej stój! 
Szarpnęłam chłopaka za ramię. Zdziwiony odwrócił się. Jednak po chwili jego twarz przyozdobił idiotyczny uśmiech pewnego siebie kretyna. 
- Słuchajcie dziewczyny, chcecie autografy, wiem, ale nie teraz. 
- Zamknij się bufonie - przerwałam mu. - Mamy propozycję. 
- Okay chyba czaje, ale nie zamierzam się umawiać z żadną z was. 
- Porażająco... - odparła Rina. - Ale nie o to chodzi dupku. Potrzebny nam gitarzysta. 
- Nie gram na babskich wieczorkach. Żaden Bieber... 
- A to przed chwilą to niby co? 

Tak... Nie zgodził się. Do czasu... 

- Czyli to jest ten cały Powerage? 
Ujrzałam go siedzącego na naszej kanapie z ręką założoną na oparciu. Przyglądał nam się uważnie z dziwnie wyglądającym, kpiącym uśmieszkiem. 
- Sorki, zaproszenie nieaktualne - odparła Rina. 
- Porażająco... - zakpił. - Ale chyba nadal potrzebny wam mega przystojny gitarzysta. 
- I to jak - uśmiechnęłam się. 
Daisy z krzykiem rzuciła się na gościa. 
- Witaj w zespole... - przerwała, gdyż nie znała jego imienia. 
- Eddie.

Eddison Loker dołączył do nas. W takim składzie graliśmy przez pół roku. Aż cud, że wszyscy się dogadaliśmy, bo mogło być różnie. Eddie wniósł trochę swoich rzeczy do naszego domu. Niestety po jakimś czasie musieliśmy się przenieść. Garaż miał być zburzony. Uratowała nas moja ciotka, która oddała nam swój garaż. Dzięki niej odwzorowaliśmy każdy detal pomieszczenia tylko teraz było ono troszkę w innym miejscu.
- To już po przeprowadzce? - Zoe dosiadła się do nas.
- Patrzcie tutaj...

Siedzieliśmy w małej kawiarence, świętując. Kilka chwil temu skończyliśmy nasz pierwszy w życiu koncert. Niesamowite przeżycie nawet jeśli to tylko mała publiczność. 
- A teraz zapraszamy na scenę naszą małą gwiazdkę Zoey Lovrence! 
Usłyszeliśmy przepiękny głos, jakby anioła. Może nie pasował on do naszego rockowego wizerunku, ale chcieliśmy być wszechstronni. Pomyśleliśmy, że ta drobna blondynka może nam w tym pomóc. 
- Hej, genialny występ - zagaił Eddie tuż po tym jak dziewczyna zeszła ze sceny. 
- Dzięki, wasz też. 
- Chciałabyś być sławna? 

Zoey nie do końca przekonana była, aby do nas dołączyć, ale ku naszej uldze postanowiła spróbować.
Obecnie mamy po dziewiętnaście lat poza Eddie'm i Riną, którzy są rok starsi. W pełnym składzie Powerage, czyli:

  • Danielle "Rocky" Khan - gitara, główny wokal 
  • Eddison "Eddie" Loker - gitara, wokal
  • Rina Kang - bas, wokal
  • Zoey "Zoe" Lovrence - wokal, klawisze
  • Hannah "Daisy" Tanton - perkusja, wokal
przygotowujemy się do wejścia na sam szczyt...

----------------------------------------------------------------------------------

Dobry wieczór misie!

Witam was w drugim rozdziale!
Chciałabym go zadedykować Paulinie, która chyba najbardziej na niego czekała. Słonko dziękuję za wszystko co dla mnie robisz!
Mam nadzieję, że wam się spodobał i liczę na opinie.
Kocham was!

Arielka x

3 komentarze :

  1. OMG TO JEST PERF *-*

    ZAKOCHALAM SIE W TYM OPOWIADANIU OMG OMG *-*

    BETTER THAN WORDS >>

    "- Co robicie?
    Oderwałam wzrok od zdjęć i przeniosłam go na zaciekawioną Rine. Brunetka stała obok, popijając czekoladowego shake'a. Przewróciłam oczami. I kto tu niby dba o linię? Tłumiąc swój wewnętrzny głos, który domagał się takiego przysmaku, wróciłam do przeglądania zdjęć.
    - Wspominamy - odparłam.
    - Beze mnie! - krzyknęła, udając oburzenie. - Suń dupsko!"
    MADE MY DAY >>>>>

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest cudowne i wspanialy pomysl z ta retrospekcja ;) wybacz za bledy ale jestem na telefonie i juz nie chce mi sie poprawiac ;P do nastepnego :*

    OdpowiedzUsuń
  3. PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM!
    za zwłokę z tym komentarzem oczywiście :((( ale wybaczysz mi to, prawda? :(((
    rozdział suuuuper ^^ a zresztą co ja się będę rozpisywać, relacje już ci zdałam po przeczytaniu *.*
    Chciałam ci ogromnie podziękować za tą dedykację, mimo że to tylko jakieś tam słowa, mają dla mnie ogromną wagę, jesteś wspaniała :*
    A TERAZ "SUŃ DUPSKO" HEHE ^^
    czekam na następny, ilysm xx

    OdpowiedzUsuń