sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 4


DAISY'S POV

- Niesamowity zespół Powerage przygotowuje się do kolejnej próby. Każdy z członków jest skupiony na swojej pracy. Zapewne chcą, aby wszystko poszło jak najlepiej. Dowiedzmy się co czują.
Obraz kamery skierował się ku skośnookiej dziewczynie, która stroiła swoją gitarę. Nie mogła przecież pozwolić sobie na nieczysty dźwięk. Była perfekcjonistką.
- Panno Kang jaki nastrój pani dopisuje?
- Mhm - mruknęła niewyraźnie brunetka, zbywając tym przyjaciółkę. Niezrażona kamerzystka przeskoczyła do nucącej blondynki.
- Zoe. Gotowa by dać czadu?
- Jak zawsze - wyśpiewała wysokim sopranem, po czym machając do kamery, odeszła.
- A gdzie ukrywa się nasz rodzynek?
- Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a obudzisz się oddychając przez rurkę kotku.
W tle dało się usłyszeć cichy chichot dziewczyny.

Masakra. Masakra. Masakra. Ten filmik kompletnie nie nadaje się by go opublikować. Jak ludzie to zobaczą to natychmiast go wyłączą. Westchnęłam, myśląc co mogłabym dodać, aby zainteresowało to innych. Wygląd odświeżony, muzyka wejściowa zmieniona, informacje o poczynaniach zespołu zaktualizowane, odpowiedzi na maile od fanów wysłane, nowych zdjęć nie ma, więc nic do galerii wstawić nie można. Wydęłam wargę jak małe dziecko by zwiększyć intensywność pracy mojego mózgu. Przecież musi być coś co mogę zrobić. W myślach zaczęłam przeklinać lenistwo moich przyjaciół. Tylko ja zajmuje się stroną internetową Powerage. Gdybyśmy razem o nią dbali napewno wyglądałaby genialnie, a tak to wszystko jest na mojej głowie. Spojrzałam na kamerę leżącą na biurku. Jeśliby nagrać filmik z codzienności zespołu...

- Cześć kochani! Jestem Daisy i dziś będę waszą przewodniczką. Chciałabym was zapoznać ze zwykłym dniem zespołu Powerage. Gotowi?

Uśmiechnęłam się do kamery. Odwróciłam się przodem do dużego domu jednorodzinnego.

- Aktualnie znajdujemy się pod domem Rocky. To właśnie tutaj spędzamy najwięcej swojego czasu. Bawimy się, odpoczywamy, gramy i piszemy piosenki.

Podeszłam do ciemnobrązowych drzwi.

- Zobaczmy zatem co dziś porabiają domownicy.

Nacisnęłam klamkę, otwierając tym drzwi i wkroczyłam do środka.

- Naszym pierwszym przystankiem będzie salon. W tym przytulnym pomieszczeniu relaksujemy się po ciężkim dniu bądź przygotowujemy się na niego. O! A kogóż my tu mamy!

Obraz kamery skierowałam na sprzeczających się gitarzystów, czyli Eddiego i Rine.

- Ed, Ri opowiedzcie nam o czym rozmawiacie.
- Z przyjemnością. Eddie uważa, że Star Wars jest lepsze niż Hobbit, a to przecież kompletny absurd!
- Hobbit to idealny środek nasenny.
- Niech fani to ocenią.

Spojrzałam na brunetke z zamiłowaniem. To genialny pomysł. Ludzie będą się udzielać na stronie! Posłałam im uśmiech pełen wdzięczności. Wstałam i usiadłam pomiędzy nimi na wygodnej sofie. Kamere obróciłam tak, żeby objęła całą naszą trójkę.

- Słyszeliście? Mamy mini konkurs! Odpowiedzcie w ankiecie kto waszym zdaniem ma rację i dlaczego. Kto zwycięży? Czy będzie to Rina i Hobbit, a może Eddie i Star Wars?

Spauzowałam na chwilę filmik. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to będzie to świetny materiał. Oczywiście nie obejdzie się bez obróbek, ale to najmniejszy problem.
- Jesteście wspaniali! W końcu wasze bezsensowne kłótnie na coś się przydadzą.
Spojrzeli na mnie spod byka, jednak po chwili ujrzałam błysk w ich oczach. Eddie uśmiechnął się jakby coś kombinował.
- Nie ma za co Daisy. Kręcisz materiał, aby go wrzucić na stronę? Dobry pomysł - powiedział nazdwyczaj miło. Poczułam delikatny dreszcz na skórze. Od kiedy Loker jest miły?
- Wiem, w końcu to mój pomysł.
- A ten konkurs... Genialne - dodała skośnooka. Przyjrzałam się im uważnie. Czego oni chcieli?
- Ale przyznać musisz, że Star Wars jest lepsze niż jakiś tam Hobbit - blondyn posłał mi jeden z tych swoich firmowych uśmieszków. O nie... Nie dam się w to wciągnąć.
- Nie znam się na tym - odparłam wymijająco. Zaczęłam powoli iść w kierunku wyjścia.
- Ale Daisy! Przecież to proste! - krzyknęła Rina. - Daisy!

- Kłótnie Eddiego i Riny są na porządku dziennym. Tych dwoje nie może przeżyć dnia bez docinania sobie. Ale zostawmy już naszą parkę i przejdźmy do następnego punktu podróż. Jesteśmy teraz w garażu. To pomieszczenie jest naszym sanktuarium. Tutaj spędzamy połowę naszego życia. Jest trochę jak dom. Właśnie tu narodził się pomysł powstania zespołu i wszystko co się z nim wiąże miało tu miejsce.

Obróciłam się powoli wokół własnej osi, aby uchwycić wszystkie ważne detale. Filmując coś nigdy nie można pominąć najważniejszych rzeczy, bo film niemiałby sensu. To tak jakby kręcić końcową scenę komedii romantycznej bez czułego pocałunku zakochanych. Totalna porażka... Garaż jest jednym z takich miejsc, zbyt ważny aby go nie pokazać.
- Hej Daisy - usłyszałam za sobą cichy głos. Odwróciłam się z kamerą w stronę, z którego się wydobywał. Na schodach stała blondynka w białej sukience i jeansowej kurtce, która przyglądała mi się uważnie.

- Hej Zoey! Miło cię widzieć. Co tutaj robisz?
- Przyszłam trochę pograć, pośpiewać. - A może zrobimy mały koncert dla naszych widzów?
- No nie wiem...
- Proszę Zoe.

Spojrzałam na nią błagalnie. Fani by się ucieszyli.

- Okay.
Dziewczyna usiadła przy fortepianie i zaczęła wygrywać pierwsze dźwięki Over The Rainbow. Już po chwili dołączyła swój anielski głos.
"Somewhere over the rainbow..."

Zaczarowana słuchałam jak przyjaciółka śpiewa jedną z moich ulubionych piosenek. Robi to z takim uczuciem, że wokół czuć magię, której wcześniej się niedostrzegało. I to właśnie był talent dziewczyny. Swoim głosem potrafiła zmienić zwykłą rzecz w coś niezwykłego, nieziemskiego. Gdy tylko skończyła swój show odłożyłam kamerę i zaczęłam klaskać.

- Dziękujemy za ten występ. Myślę, że wszyscy są równie wniebowzięci co ja.
Zoey ukłoniła się.

Skierowałam kamerę na siebie.

- Zazwyczaj Zoe nie śpiewa sama tylko z Rocky. I teraz ważne pytanie... Gdzie jest nasza czerwonowłosa wokalistka?
- W ogrodzie - wyszeptała Zoe.
- W takim razie kierunek: ogród.

Wyszłam z domu na świeże powietrze. Trzeba tam częściej wietrzyć... Rozejrzałam się w poszukiwaniu przyjaciółki.

- Widzicie gdzieś ją? Rzeczywiście! Sprytnie się ukryła.

Siedziała na bujanej huśtawce w pozycji półleżącej. Na kolanach trzymała jakiś zeszyt, zapewne ten, w którym pisze teksty piosenek.

- Witaj czerwonowłosa koleżanko. A nie, przepraszam. Teraz masz granatowe końcówki.
- No cholera... Znowu?
Spojrzała na mnie z politowaniem.
- Iiiii cięcie.

- Okay to się wytnie. Możemy powtórzyć ujęcie?
- Nie.
- Świetnie. Tym razem bądź miła - poinstruowałam ją. Rocky przewróciła tylko oczami. Dała mi tym do zrozumienia, że choć nie chce to się zgadza.

- I mamy naszą zgubę! Cześć Rocky, co porabiasz?
- Hej - uśmiechnęła się. - Właśnie staram się stworzyć dzieło.
- Czyżbyś miała na myśli piosenkę?
- Dokładnie tak. Próbuję napisać hit.
- Zdradzisz nam trochę więcej szczegółów?
- To niespodzianka...

- I dlatego właśnie nie wolno dopuszczać Rocky do kuchni.
Zrobiłam zbliżenie przypalonego omletu.
- Fuuuuj.

Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

- Zamawiam pizze! - krzyknął Eddie.
- Wybieram filmy! - odparła Rina.
Oboje wybiegli z kuchni.
- Nie martw się Rocky. Kiedyś zrobisz pyszną kolację - zaśmiałam się. - I tak właśnie wygląda nasz zwyczajny dzień. A wy co zazwyczaj robicie? Piszcie w komenrarzach. Byeee

Ostatnia poprawka i będzie idealnie... Z wytkniętym językiem obrabiałam filmik. Nawet nie jest taki zły. Ankiete już dodałam a propo Hobbitów i innych takich. Teraz tylko filmik.
Akceptuj i gotowe.
Odświeżyłam stronę, aby sprawdzić czy wszystko działa. Dźwięk jest, wsztstko się odtwarza. Pięknie. Uśmiechnęłam się zadowolona z siebie. Napracowałam się trochę, więc teraz przyda mi się jakaś nagroda. Czekolada i dobra książka. Zamknęłam wszystko i już chciałam wyłączyć laptopa gdy moją uwagę przykuł jakiś plik. Zaciekawiona odtworzyłam go.

- Każdy z nas ma coś co jest dla niego najważniejsze. Dla jednych jest to taniec, dla innych może być to pisanie książek. Wszyscy posiadamy coś czemu oddajemy się w pełni. Co nas uszczęśliwa. Dla nas jest to muzyka.

Na ekranie pojawiła się Rina, która przygrywała coś na gitarze. Jednak po chwili zaczęła mówić.

- Ona wypełnia moje życie. Każda chwila jest jak dźwięk. On łączy się z innymi tworząc melodię. Melodię, która nadaje mi sens.

Sceneria się zmieniła. Zoey siedziała na trawie w parku i komentowała.

- Wiesz, to jest tak, że budzisz się rano i już słyszysz w swojej głowie muzykę. Obojętnie jaką, ale ona zawsze tam jest. Później wypełnia całe ciało, a tobie chce się śpiewać, tańczyć, grać...

Nagle wszystko przeniosło się w miejsce gdzie na murach było pełno graffiti. Eddie, w swojej ulubionej skórzanej kurtce, siedział z gitarą w ręku.

- Możesz się jej całkowicie oddać i ona cię pochłonie. Staje się twoim schronieniem, przyjacielem.

Postać chłopaka zniknęła i na jej miejsce pojawiła się moja.

- To mój mały świat. Tam mogę uciec i będę bezpieczna.

- Dzięki muzyce możemy wyrazić siebie. To co czujemy. Smutek, radość, gniew - powiedziała Zoe.

- Ona kreuje nasze życie i nas samych. Pozwala nam na ukazanie swojej idywidualności poprzez nią - odparła Rina.

- Bez niej nie istniejemy - dodałam.

- Jest częścią nas - poparł Eddie.

Obraz zmienił się. Wokół był krajobraz pięknego miasta. Na krawędzi dachu siedziała Rocky. Patrzyła na zapierający dech w piersiach widok, mówiąc.

- Życie bez muzyki stałoby się puste. Każdy dźwięk jest jak ambrozja dla bogów. Trafia do serca i wypełnia je. Myślę, że to po prostu my. My jesteśmy muzyką...

-------------------------------------------------------

Hej wszystkim!
Za nami 4 rozdział. Powiem szczerze, że nie planowałam robić perspektywy tej bohaterki jednak coś mnie natchnęło. Mam nadzieję, że wam się podobało i liczę na wasze opinie, które wyrażacie w komciach (proszę...).
Do zobaczenia!
Arielka x