piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 1


ASHTON'S POV

- Stary no... Ile można?
Wkurzony Calum odwrócił się w stronę blondyna, aby móc na niego spojrzeć. Przesłuchiwanie tych nagrań było całkiem zabawne, ale przesłuchiwanie nagrań już piątą godzinę zaczęło być najzwyczajniej w świecie męczące. Może wydawać się to lekko dziwne, bo w końcu jesteśmy zespołem, a muzyka to nasze życie. Tylko jedno zastrzeżenie. Część ludzi, którzy przysłali nagrania nie jest... muzykalna? Tak, to dobre określenie, żeby nie powiedzieć, że nie mają talentu. Inni zaś nie posiadają pasji. Nie rozumiem jak można robić coś bez pasji, ale najwidoczniej istnieją i tacy. 
- Nie moja wina, musimy coś wybrać - westchnął Luke. 
Uśmiechnąłem się lekko, przypominając sobie nagranie, na którym jakaś dziewczyna jodłowała. Nawet ciekawy pomysł, niestety my potrzebujemy zespołu. Spojrzałem na Michael'a uwalonego na zielonej sofie. Jego ciche chrapanie słychać było już od około piętnastu minut. Biedny chłopak... Ciekawe jakby to było gdyby tak dorysować mu wąsy. 
- To wybierzmy cztery zespoły i potem razem zdecydujemy, który najlepszy - odezwałem się. 
Chłopaki spojrzeli na mnie w sposób taki, jakbym wynalazł ogień w czasach jaskiniowców. Ignorując ich oraz mój wewnętrzny głos domagający się jedzenia, zacząłem przeglądać wszystkie płyty i przypominać sobie, co mi się podobało. Mieliśmy o tyle ułatwione zadanie, że niektórych uczestników odrzucaliśmy od razu. Jednak mogłem jakoś odkładać te nagrania, które mi się podobały. Myślenie czasem popłaca... 
- Ja wiem! "Free Falling" - krzyknął uradowany Hood. - Męczcie się frajerzy - zaśmiał się. 
Przewróciłem oczami, chcąc się skupić na robocie. "Monsters"? Byli nawet spoko, ale to nie to. Muszę wybrać nie byle co tylko zespół, który ma to coś. Nurkowałem w kolejnych kupkach opakowań, przeglądając wszystko bardzo dokładnie.
- Masz coś? - zagaił Hemmo, wyrywając mnie tym z transu.
Przytaknąłem głową, jednak szybko zorientowałem się, że chyba nie o to chodziło towarzyszowi. Zdziwienie wymalowane na jego twarzy, wskazywało na to, że palnąłem głupotę. Najchętniej strzeliłbym tak zwanego facepalm'a. Już otwierałem usta by poprosić, by powtórzył pytanie, kiedy uprzedził mnie.
- Pytałem się czy coś masz.
- Nie - odparłem zrezygnowany. - Wybieranie tego potrwa wieki.
- To się sprężajcie - zaśmiał się Calum, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
Nawet nie zauważyłem, kiedy je opuścił. Brunet podszedł do nas i podał po dużym kubku mocnej kawy, jak można poznać po zapachu. Uśmiechnąłem się do niego pełen wdzięczności. Przyda nam się coś na wzmocnienie. Upiłem łyk gorącej cieczy, która natychmiast rozlała się po całym moim organizmie, dając nieziemską ulgę. Tego było mi trzeba. Spojrzałem na Luke'a, szczerzącego się od ucha do ucha. Chyba nie tylko mnie...
- Zróbmy sobie przerwę.

Patrzyłem na piękny krajobraz Sydney. Z tej wysokości naprawdę było co podziwiać. Uwielbiam to miasto. Tyle się tu wydarzyło. Wiele niesamowitych chwil jak i złych momentów. Ale nie ma co narzekać. Jestem szczęściarzem, że moje życie potoczyło się w ten sposób, a teraz to ja mam możliwość sprawić radość innym. Spełnić kogoś marzenia.
Jednak wyjście na dach było dobrym pomysłem. Świeże powietrze nieco otrzeźwiło nasze umysły. Teraz jesteśmy gotowi do pracy.
- Wracamy? - zapytałem, chcąc mieć już to z głowy i w końcu zająć się czymś innym.
- Nie chce mi się - odpowiedział Calum.
Mimo, że najszybciej wybrał zespół to najwięcej narzekał. Rzeczywiście wyglądał na padniętego. Miał podkrążone oczy i ledwo się trzymał na nogach. Czyżbyś trochę przesadził z imprezami Hood?
Wstałem z ziemi i otrzepałem się z ewentualnego brudu. Wyciągnąłem rękę do Lukey'a, aby pomóc mu wstać. Chłopak jednak nie zrozumiał mojej intencji. Chwycił ją i pociągnął tak mocno, że znów wylądowałem na ziemi. Dzięki Hemming - zaśmiałem się w myślach. Usiłowałem nie pokazywać im tego, że ruszyło to mnie. Mimo tego nie udało mi się utrzymać powagi i moje mordercze spojrzenie skierowane do przyjaciela szybko zmieniło się w rozbawienie. Parsknąłem śmiechem, dołączając do chłopaków, którzy praktycznie tarzali się po ziemi.
- Teraz to ja mogę iść - zachichotał Cal.
- Ja też - poparł go Luke.
Wstali i tym razem oni wyciągnęli do mnie ręce, ale ja posłałem im tylko nieufne spojrzenie. Sam podniosłem się i skierowałem do wyjścia.

ROCKY'S POV

- Daisy ty mendo! Chodź tu!
Wrzeszczałam tak głośno jak tylko mogłam. Żarty żartami, ale to już jest podłe. Przyjaciółka się znalazła... Wstaję sobie z łózia, swoją drogą musiało mi się przysnąć, bo coś film mi się urwał, ale no to nieważne. Grunt, że poszłam do łazienki, żeby się trochę rozbudzić. Przemyłam twarz zimną wodą, po czym podniosłam głowę i co widzę w lustrze? Moja twarz w obrazkach małych chochlików, zrobionych najprawdopodobniej czarnym markerem. I jak tu można spokojnie spać?
- No co jest? - brunetka weszła do pomieszczenia, jednak już po chwili zakryła usta ręką, próbując się nie śmiać. Wskazałam palcem swoją buzię, na co dziewczynie jeszcze bardziej zachciało się śmiać. Wcale nie potrafi kryć rozbawienia.
- Ładnie ci z tymi...
- Chochlikami - dokończyłam za nią - Mogłaś być bardziej subtelna.
Przyjaciółka nie wytrzymała dłużej i wybuchnęła śmiechem. Upadła na kolana i trzymając się za brzuch usiłowała się uspokoić, co nie do końca jej wychodziło. Popatrzyłam na nią z politowaniem i wróciłam do łazienki, aby zmyć rysunki. Wzięłam trochę mydła i zaczęłam szorować policzki. Z kim ja żyję... Marker zazwyczaj ciężko się zmywa, ale musiała zrobić to dość niedawno, skoro gładko poszło. Po około pięciu minutach wróciłam do dziewczyny, która leżała na dywanie, płacząc. Oczywiście ze śmiechu.
- Nie gniewaj się - odparła wciąż chichocząc - Ale musiałam to zrobić. Nie byłabym sobą inaczej.
- Wiem - odparłam już nieco łagodniej.
- A jak ci się podoba twój nowy kolor?
Daisy patrzyła na mnie z zaciekawieniem. Nowy kolor? Wróciłam do łazienki i ponownie spojrzałam w lustro. Ciśnienie mi podskoczyło, gdy zobaczyłam swoje włosy. Zazwyczaj były one czerwone, a teraz? Od połowy w dół kolor przechodził w ciemnoniebieski, niemalże chabrowy. Co prawda rozważałam zmianę koloru na taki i byłam nawet do tego przekonywana przez przyjaciół, jednak ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu. Czerwień, moim zdaniem, idealnie do mnie pasowała i nie chciałam tego zmieniać. Ale mała osóbka, znana jako Daisy, stwierdziła, że moje zdanie się nie liczy...
- DAISY!!!!!!!!!!!!!!!
Wpadłam do swojego pokoju, ale brunetki już w nim nie było. Ten tchórz zwiał. Zeszłam na dół i poszłam do salonu, w którym zastałam całą naszą ekipę. Wszyscy jak jeden mąż parsknęli śmiechem, gdy tylko mnie zobaczyli. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na winowajcę.
- Zemszczę. Się. - wycedziłam zła.
- Też cię kocham - wyszczerzyła się przyjaciółka.
- Oj Rocky. Złość piękności szkodzi - odparł rozbawiony Eddie.
Zignorowałam go i usiadłam obok Zoe. Blondynka była jedyną normalną osobą w naszym zespole. Przybrała rolę takiej naszej mamy. Mimo wszystko też potrafiła się nieźle zabawić. Pokręciła głową, patrząc na naszą zgraję. Rina i Eddie wciąż rechotali, a Daisy chowała się za fotelem, udając, że jej nie ma. Boże widzisz i nie grzmisz...
- Nie martw się. Do twarzy ci w tych kolorach - szepnęła Zoey.
Uśmiechnęła się delikatnie i przytuliła w geście pocieszenia.
- Myślisz? - zapytałam niepewna.
- Ja to wiem.
Daisy od razu wyskoczyła ze swojej kryjówki i wgramoliła mi się na kolana. Uczepiła się mnie jak miś koala drzewa i z udawanym szlochem, zaczęła przepraszać. Było to dość zabawne.
- Okay, okay. Nie umiem się na ciebie gniewać - zaśmiałam się.
- Wiem - pokazała mi język.
- Dom wariatów - skwitowała Rina.

ASHTON'S POV

- Czyli "Free Falling", "Nice Demons" oraz mój faworyt "Lemon Drops"? - zapytałem, upewniając się, że te zespoły przechodzą do drugiego etapu. Chłopaki pokiwali głowami na znak zgody. Niestety mamy mały problem. Michael wciąż nie wybrał zespołu, bo jego drzemka zmieniła się w zimowy sen.
- Co z nim? - Calum kiwnął głową w stronę naszego śpiącego przyjaciela.
Uśmiechnąłem się demonicznie i pokazałem chłopakom by robili to co ja. Odsunęliśmy lekko kanapę od ściany. Luke i Cal wcisnęli się pomiędzy lukę, którą stworzyliśmy i przechylili delikatnie kanapę, ale tak by Clifford nie spadł. Odszukałem wzrokiem megafon, który ostatnio nabyłem i wziąłem go do ręki. Nabrałem w płuca dużą ilość powietrza i krzyknąłem.
- WOOOOOO DARMOWA PIZZA!!!!!!!!
Chłopaki przechylili jeszcze bardziej sofę, dzięki czemu zdezorientowany Michael znalazł się na podłodze.
- Gdzie ta pizza? - zapytał jeszcze na wpół przytomny.
Wybuchnęliśmy śmiechem, widząc przyjaciela, który rozgląda się za jedzeniem. Kiedy ostatecznie jego wzrok spoczął na nas, dotarło do niego co właśnie się wydarzyło.
- Jesteście mi winni darmową pizze - pokazał na nas palcem, zawiedziony.
- Ty lepiej wybierz zespół.
Chłopak popatrzył na nas jak na idiotów. Zupełnie jakby pierwszy raz słyszał, że ogłosiliśmy konkurs na nasz support. Spojrzeliśmy po sobie, potem na Michael'a, potem na płyty i znów na Michael'a. Pomarańczo-włosy westchnął głośno. Wstał i rozejrzał się. Chciał już zrobić krok kiedy nadepnął na coś. Zawył głośno, czym ponownie nas rozbawił. Z miną męczennika podniósł, jak się okazało, płytę. Patrzył na nią zdumiony.
- Wybieram tą - podał mi opakowanie.
Przyjrzałem się jej dokładnie. Pięciu członków zespołu ustawionych w całkiem zabawny sposób. Dwie dziewczyny stały nad basenem. Blondynka trzymała mikrofon w ręku, zaś skośnooka pozowała jak modelka. Chłopak leżał przed nimi, pokazując rockowy znak. Dziewczyna z czerwonymi włosami, całkiem przemoczona, stała roześmiana w basenie. Druga siedziała na jej plecach, równie przemoczona, i trzymała w ręce pałeczki do perkusji. Uśmiechnąłem się.
- Macie szczęście Powerage...

------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam wszystkich w pierwszym rozdziale!
Nie musieliście długo na niego czekać i mam nadzieję, że nie jesteście rozczarowani. Początki zawsze są nudnawe, ale może wytrzymacie ze mną i przebrniecie do głównej akcji.
Jak myślicie? Czy Powerage wygra konkurs?
Chciałabym również podziękować mojej przyjaciółce Jewel za tem przepiękny szablon. Kocham cię myszko x 
Zachęcam do komentowania.
Miłego wieczorku i do zobaczenia. :D

Arielka x


3 komentarze :

  1. Awww <3 oczywiście że wygrają nie ma innej opcji ;) Rozdział cudowny jak zawsze ;) I jak już wcześniej mówiłam nie masz za co dziękować Misia :* I też cię kocham Arielko :* Do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. ooo *.*
    jejku, jejku, jejku :)
    zapowiada się suuuuuuuuuuper :D
    ale się uśmiałam czytając ten rozdział, rety :)
    na samym końcu, kiedy Ashton mówi: "macie szczęście, Powerage" - z czasem zabrzmiało to w mojej głowie tak, jakby mył jakimś mafiozom i robił casting na grupkę dziewczyn które będę mu tańczyć koło... nosa :) poważnie XD
    ta akcja ze śpiącym Cliffordem >>>>>>>>>>
    później jaką dumą u niego zawiało, hoho :)
    DUMNY JAK PAW ^^
    a tak super poważnie to jestem zachwycona kochana i zdecydowanie chcę więcej, bo po opowiadanie nie zapowiada się tak jak duża większość, więc zaciekawiło mnie ogromnie :)
    życzę ci powodzenia, dużo weny, masy pomysłów i jeszcze więcej czytelników xx
    @czaary_maary xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie zapowiadająca się historia :)
    Polubiłam postać Micheal'a, najlepszy jest :3
    Myślę, że to całkiem fajny pomysł na ff :)
    Życzę powodzenia w pisaniu xx
    Buziaki xx

    OdpowiedzUsuń